Bokser, Makbet i kobieta orkiestra
Spektakl „Bolko Kantor”
Tego dnia wiele oczekiwano od spektaklu „Bolko Kantor” w reżyserii Bogusława Słupczyńskiego. Historia boksera z Zaolzia w wykonaniu aktorów teatru CST zdobyła w Cieszynie bardzo dobre opinie publiczności i krytyków. Nie dziwi więc fakt, że organizatorzy liczyli na podobne wrażenia wśród widzów festiwalu. Nie mieli się jednak czego obawiać, bo sztuka obroniła się sama. Dynamika przedstawienia ani na chwilę nie pozwalała się nudzić, a scenografia w szczególnych momentach stanowiła wręcz ucztę dla zmysłów. Gra aktorów to kolejny sukces. Miałem wrażenie, że łykam życie Adolfa Kantora w locie, że trafia do mnie bez oporów, a wraz z końcem czułem pewien niedosyt. Ale niedosyt w sensie pozytywnym. Było mi mało Kantora i mam nadzieję, że w przyszłym roku organizatorzy zapewnią mi część drugą spektaklu, którą Teatr CST właśnie przygotowuje.
Na niektóre występy wstęp był wolny, fot. Danuta Naugolnyk
Na całe szczęście mój niedosyt pozostał zaspokojony jeszcze tego samego dnia dzięki sztuce Teatru Lustra Strona Druga - „Makbet/Impresja”, w reżyserii Macieja Gorczyńskiego. Zasługa leży tu po stronie aktorów, którzy sprawili, że Makbet nie był kolejną oklepaną ekranizacją tej sztuki. Piękno występu kryło się w niesamowitej grze, jaką zaserwowali widowni artyści, a którą trudno jest mi opisać. Zagrane postacie były pełne szczegółów ukrytych w każdym aspekcie warsztatu aktora – zaczynając od ruchów, poprzez mimikę, na głosach kończąc. Ekspresja, minimum rekwizytów i magiczna muzyka w połączeniu stworzyły dzieło. Po występie usłyszałem opinię, że było to „małe widowisko” i naprawdę sporo w tym racji.
Dzień czwarty, ostatni dzień festiwalu, rozpoczął się od Czytelni Dramatu w Sali Czarnej, gdzie zaprezentowano tekst Mateusza Pakuły pt. „Wejście smoka. Trailer”. Sam autor pojawił się osobiście i razem z publicznością oddał się pod opiekę prowadzących, którzy od pierwszych minut czytania, zamierzenie lub nie, rozbawili wszystkich obecnych. Łącznie z samymi sobą. Iście Monthy Pythonowski tekst przeczytany w sposób prowokujący do ciągłęgo śmiechu do samego końca zadbał o dobrą atmosferę wśród słuchaczy. Cóż, naprawdę trudno było zachować powagę. Nawet w obliczu dramatu zmutowanego ślimaka ninja, który w tekście grał kluczową rolę…
Następnie udałem się na Monodram „Russkij Ostrov”, który powstał na motywach sztuki Jewgienija Griszkowca „Jak zjadłem psa”. Znowu Sala Czarna, na umownej scenie pojawia się Łukasz Matuszka, członek teatru CST i zapowiada człowieka, którym zaraz się stanie, po czym wychodzi zostawiając publikę samą sobie. Po chwili wraca w tielniaszce - pasiastej koszuli, którą charakteryzuje się rosyjska armia. Wciela się w rolę marynarza i opowiada nam o swojej służbie na statku „Russkij Ostrov”. Opowiada barwnie, z nutką nieśmiałości, niewinności. Widzowie słuchają jego monologu jak zaczarowani. Śmieją się kiedy udaje swoich oficerów, tłumaczy w jakich okolicznościach zjadł psa,lub gdy przytacza historię o spotkaniu z wrogiem. Poważnieją, kiedy dostrzegają dramatyzm jego postaci. Nawet nikt nie zauważył, że przedstawienie trwa dłużej niż planowano.
Na widzów czekały nie tylko spektakle, ale również scena performance, fot. Danuta Naugolnyk
Siódmy Studencki Ogólnopolski Festiwal Teatralny Kontestacje dobiegł tym samym do końca. Osobiście – bawiłem się świetnie i mam głęboką nadzieję, że nie tylko ja. Chętnych na spektakle nie brakowało, czego dowodem był częsty brak wolnych miejsc. Wierzę, że w związku z tym przyszły rok okaże się dla Kontestacji jeszcze bardziej owocny.
Autor: Jacek Maciszek. Teskt ukazał się w miesięczniku A4


