Nie k…, nie ch…, tylko uliczna poezja - rozmowa z raperem Dolarem

Z Tomkiem Dymkiem, raperem Dolarem, rozmawiała Kinga Bąk.

Kim jesteś?

Staram się być sobą - to najprostsza odpowiedź. Jestem człowiekiem zaangażowanym w sztukę, kulturę. Od muzyki, poprzez literaturę na formach plastycznych kończąc, przy czym, jeśli chodzi o te ostatnie, to raczej jako odbiorca.

W kontekście kultury, jaką rolę odgrywa dla ciebie muzyka?

Jest dla mnie czymś, w czym mogę zrealizować się na sto procent. Potrafi oddać więcej niż samo słowo czy same instrumentarium. Ich zespolenie sprawia, że duchowość łączy się z fizycznością. Jest też czymś funkcjonalnym, za jej pomocą mogę wyrazić siebie.

Muzyka którą się zajmujesz nie ma szerokiego grona słuchaczy. Dlaczego wybrałeś właśnie hip-hop?

Fajnie jest wybrać pasmo odbiorców, do których chcesz trafiać, muzyka popularna nie daje takiej możliwości. Lubię trafiać do ludzi inteligentnych, którzy potrafią rozgryzać różne metafory. Wybrałem hip-hop, bo daje możliwość rozwoju intelektualnego, jeśli robisz to w odpowiednią stronę, oczywiście.

Mówisz o intelektualnym rozwoju podczas, gdy stereotypowy hiphopowiec to wieczny imprezowicz, a jego ulubione słowa rozpoczynają się na ch i na k. Poza ich różnymi konfiguracjami jego słownik jest dosyć ubogi. W tym kontekście wolisz być w zgodzie ze sobą czy w zgodzie z grupą?

Cały czas walczę z przedstawianiem hiphopowców jako prostaków, którzy nie mają nic do powiedzenia, a czas spędzają na piciu piwa pod blokiem. Staram się robić to, co robią ludzie za granicą, w tej podziemnej scenie hiphopowej, czyli pokazywać, że hip -hop to sztuka, że jest to odłam ulicznej poezji, jak nazywany jest w Stanach Zjednoczonych. Warto jest walczyć z tymi stereotypami, o których mówisz. Pokazywać, że niezależnie, czy robisz muzykę rockową, jazzową, czy hiphop to jeśli masz coś do powiedzenia, to ten głos może być ważny i jest ważny. Staram się nie wpisywać w grupę, istotne jest dla mnie bycie w zgodzie z własnymi przekonaniami.

Jak już ustaliliśmy od większości kolegów po fachu odróżnia cię język, słownictwo. Skąd czerpiesz inspiracje i czy masz jakieś zainteresowania, które mogą konkurować z muzyką?

Kluczem do tego wszystkiego jest właśnie słownictwo. Skąd ono się bierze? Nie oglądam codziennie MTV i VH1, więc raczej nie stąd. Staram się dużo czytać i te starania są dosyć konkretne. Jak mam luźniejszy tydzień to trzy do czterech książek mogę połknąć. Najchętniej czytam polską prozę współczesną, literaturę „z zębem” w stylu Pilcha. Zdarzają się też spokojniejsze, nawet może mdłe opisy, które mnie rozluźniają. Ostatnio na mojej tapecie jest Iwaszkiewicz. Jak widać przekrój bardzo duży. Literatura jest czymś, co mnie pasjonuje i inspiruje jednocześnie. W wielu swoich koncertach staram się do niej odwoływać. To mi daje większy zasób słów. Cieszy mnie, że czasem dzięki temu docieram tam, gdzie być może nie docierają inni hiphopowcy.

Literatura interesuje cię tylko jako czytelnika?

Kiedyś pisałem do „Alternatywy”, później był epizod współpracy z portalem Hirka Wrony, do którego zamierzam wrócić. Piszę felietony, mam ich ponad setkę, ale nie są nigdzie publikowane. Piszę zawsze, jeśli mnie coś porusza lub dotyka. Czasem oprócz felietonu jest to opowiadanie lub esej. To jest taki „głód humanistycznego określenia świata”. To jest kolejna pasja poza hip-hopem, która od paru lat trwa. Być może zwiąże z nią swoją przyszłość.

Mówiłeś, że hip-hop jest dla ciebie bardzo ważny, a przyszłość wiążesz jednak z pisaniem. Kiedy hip-hopowiec przechodzi na emeryturę?

Nigdy nie przechodzi. Musiałbym stracić głos, wtedy pisałbym teksty, a ktoś by je za mnie rapował. Z graniem koncertów może będzie trudniej jak będę miał 6o lat, ale jeśli nadal ktoś będzie chciał mnie słuchać... Pierwsi raperzy są teraz w wieku moich rodziców i nadal grają imprezy. Muzyka jest dla mnie tym, co naprawdę czuję, to nie tylko praca, ale mega życiowa misja. Nie zostawiaj nigdy mikrofonu jak go już raz wziąłeś. Jeśli coś zacząłeś robić, a później to zostawiasz to znaczy, że nigdy nie robiłeś tego tak na sto procent. Ja nadal czuję się takim świeżakiem, który dopiero nabiera ogłady. Choć siedzę w tym od 11 lat, to nadal się uczę.

Teskt ukazał się w Miesięczniku Studenckim A4.

Komentować mogą tylko zalogowani użytkownicy